poniedziałek, 23 lipca 2012

w oczekiwaniu na wypał biskwitowy, krótka historia misy kulkowej

wypał na biskwit czeka na czwartkową wizytę w pracowni...
chciałabym przyspieszyć czas...
już dawno się tak nie cieszyłam...
nie mogę się doczekać aby zobaczyć co powstało po wyjęciu z pieca, jak zachowały się zdobienia, 
jak wyschła glina i o ile się skurczyła...
a w głowie kłębią się myśli...
jakie wybrać szkliwa...
***


czekając na czwartek, krótka historia kulkowej misy...
przyjechała ze mną do domu z Londynu...
lepiona ręcznie i poszkliwona tylko szkliwem transparentnym...
jakoś te kulki i otworki okazały się dla mnie wystarczającym zdobieniem i chciałam aby pozostała jak najbardziej naturalna...
w pierwotnej wersji miała być cała seria kulkowych mis...
ale jakoś do tej pory więcej nie powstało,
a ta szuka domu...
gdyby ktoś miał ochotę zakulkować w niej orzechy albo owoce albo zupełnie coś innego
piszcie na maila:
pracowniablue@gmail.com







sobota, 21 lipca 2012

proces tworzenia

zanim zaczną pojawiać się tutaj moje nowe prace, 
chciałam Wam w paru słowach napisać jak krok po kroku powstają ceramiczne twory...
wszystko zaczyna się w głowie...
inspiracje można znaleźć wszędzie...
pomysły pojawiają się najczęściej wtedy, kiedy nie mam możliwości przelania ich na papier... 
dlatego część z nich bezpowrotnie umiera, a część powraca w zmienionej ciut formie
a później jest już tylko glina...
wiele jej rodzajów,
są takie, które lubię bardziej, bowiem wydają się wdzięczniejszym materiałem w moich dłoniach, inne trochę miej, a są i takie z którymi zupełnie się nie zaprzyjaźniłam...


tutaj mała patera, która poszła już w świat


wyrobiłam białą glinę, rozwałkowałam ją, a następnie dokładnie sprawdziłam czy nie ma gdzieś bąbelków powietrza, które mogłyby być zabójcze dla niej podczas schnięcia...
z rozwałkowanego płata gliny wycięłam owalny kształt,
wymyśliłam sobie, że użyję folii bąbelkowej aby nadać powierzchni ten charakterystyczny delikatny wzór...
wycięty owal ułożyłam wewnętrzną częścią na odwróconej do góry nogami misce, tak aby po paru godzinach glina nabrała lekkiego wygięcia...
w tym czasie wycięłam wzory listków...
patera wylądowała w tym stanie na półkę, aby mógł rozpocząć się proces schnięcia...
po wyschnięciu delikatnie usunęłam nierówności papierem 
i gąbeczką ze ścierną warstwą  
w ten właśnie sposób przygotowałam paterę do pierwszego wypału na tzw. biskwit...

po wypale było ponowne czyszczenie,
a następnie zaczęłam zastanawiać się nad kolorami... 
chciałam aby patera była prosta, nie miała kolorowych wzorów, jedyną ozdobą miał być bowiem kolor oraz wycięte otwory w kształcie listków...
wykorzystałam dwa kolory szkliw,
które w pewnej części postanowiłam nałożyć na siebie
i tak poszkliwioną paterę ponownie odłożyłam na pewien czas do wyschnięcia...
po wyschnięciu szkliw, patera umieszczona została ponownie w komorze pieca i przygotowana do wypału ...
efekt szkliwienia widzicie powyżej
aha, gdybyście nie wiedzieli
temperatury w takim piecu są zdecydowanie wyższe niż 1000 stopni
czasami prace podczas wypałów pękają, czasami szkliwa łączą się ze sobą w nieprzewidywalny sposób...
czasami też jakieś chochliki rozrabiają i trzeba prace szkliwić wielokrotnie bo to co wyjmujemy z pieca nie zadowala nas kompletnie...

blue





środa, 18 lipca 2012

miejsce zobowiązuje

kiedy postanowiłam po długiej przerwie powrócić do ceramiki nie mogłam myślami nie przejść po raz kolejny tej całej drogi...
gdzie, jak i kiedy to się zaczęło...







to właśnie tu wszystko się zaczęło...
w ogromnych piwnicach HANWELL COMMUNITY CENTRE w Londynie mieściła się pracownia zajęć ceramicznych
podrzucam Wam linka i zachęcam do poszperania...
wiele ciekawych i zaskakujących rzeczy tam znajdziecie...
http://www.hanwellcommunitycentre.com/page10.htm


***
oto moja pracownia...
uwielbiałam spędzać tam czas...
nie tylko ze względu na miejsce...
nie tylko ze względu na glinę...
ale także ze względu na cudownych, otwartych ludzi, których tam poznałam...
wiele z tych osób uczestniczyło w zajęciach tylko po to aby stworzone ceramiczne dzieła oddać podczas corocznych bali albo innych spotkań na licytacje, a zgromadzone fundusze na jakieś szczytne cele, na profilaktykę chorób nowotworowych, albo pomoc dzieciom z zespołem downa albo po prostu na schroniska dla psów albo kotów...


***
powiecie co w tym niezwykłego, a ja powiem, że to miejsce zobowiązuje...
powiem nawet więcej, że miejsce to magiczne...
przepiękne, z bogatą artystyczną historią w tle...


sam budynek wybudowany został w 1850 roku jako szkoła i dom dla osieroconych dzieci z centrum Londynu. Potocznie nazywano takie miejsca szkołami z kukułką - od kukułczego zwyczaju pozostawiania w gnieździe swoich pisklaków...
przez te wszystkie lata wiele przeszło, wiele sierot wyszło z niej w świat ale i wiele sławnych i niezwykłych osób miało okazje w niej bywać...
o Charlie Chaplinie, The Who, Deep Purple a także o Paulu Tierney'u
napiszę Wam już kolejnym razem
blue

wtorek, 17 lipca 2012

jak to z początkami bywa


wszystko ma swój początek...
czasami ten początek można sobie wymyślić, czasami wymarzyć...
i tak też stało się ze mną...
marzyłam o tym aby tworzyć cuda z gliny...
nie wiedziałam wcale czy potrafię...
długo nie chciałam nawet spróbować w obawie przed rozczarowaniem...
bo przecież lepiej marzyć...
aż pewnego dnia w obcym mi kraju, w obcym mi jeszcze miejscu, w obcym domu i w prawie moim łóżku,serfując w przestworzach virtualu natknęłam się na blog pewnej cudownej osoby...
osoby, która tak jak ja wymarzyła sobie glinę ale poczuła już jej magię... 
trochę to trwało aż zdecydowałam się sprawdzić swoje wyobrażenie o sobie i zrealizować jednocześnie jedno z moich marzeń...
i tak zaczęłam poznawać glinę...
otworzyły sie przede mną drzwi do mojej pasji...
pasji tworzenia rzeczy dla siebie, dla innych, 
tworzenia od tak po prostu dla przyjemności...
to cudowne uczucie, które odnawia się za każdym razem, kiedy przestępuję próg pracowni ceramicznej...
pokaże Wam to co udało mi się przenieść z mojej głowy poprzez palce i glinę w ceramiczne twory...


***
ktoś powie, że wszystko co ma swój początek ma również i swój koniec...
zapewne...
ale o tym nie chcę na razie nawet myśleć...
musicie mi wybaczyć.
blue