wtorek, 17 lipca 2012

jak to z początkami bywa


wszystko ma swój początek...
czasami ten początek można sobie wymyślić, czasami wymarzyć...
i tak też stało się ze mną...
marzyłam o tym aby tworzyć cuda z gliny...
nie wiedziałam wcale czy potrafię...
długo nie chciałam nawet spróbować w obawie przed rozczarowaniem...
bo przecież lepiej marzyć...
aż pewnego dnia w obcym mi kraju, w obcym mi jeszcze miejscu, w obcym domu i w prawie moim łóżku,serfując w przestworzach virtualu natknęłam się na blog pewnej cudownej osoby...
osoby, która tak jak ja wymarzyła sobie glinę ale poczuła już jej magię... 
trochę to trwało aż zdecydowałam się sprawdzić swoje wyobrażenie o sobie i zrealizować jednocześnie jedno z moich marzeń...
i tak zaczęłam poznawać glinę...
otworzyły sie przede mną drzwi do mojej pasji...
pasji tworzenia rzeczy dla siebie, dla innych, 
tworzenia od tak po prostu dla przyjemności...
to cudowne uczucie, które odnawia się za każdym razem, kiedy przestępuję próg pracowni ceramicznej...
pokaże Wam to co udało mi się przenieść z mojej głowy poprzez palce i glinę w ceramiczne twory...


***
ktoś powie, że wszystko co ma swój początek ma również i swój koniec...
zapewne...
ale o tym nie chcę na razie nawet myśleć...
musicie mi wybaczyć.
blue

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz